Ovowegetarianizm i regeneracja po kontuzji

Mięsa nie jem od baaaardzo długiego czasu. Czy raczej „nie jadam”, bo choć przez kilkanaście lat życia zjadłem je raptem kilka razy (z czego raz podłożone przez „życzliwych”/zaciekawionych znajomych, zagrzebane w surówce), to wegetarianinem się nie uważałem. Mimo to od jakiegoś czasu coraz poważniej rozważałem przejście na dietę ovo-wegetariańską. Czyli na podobną do wegetariańskiej, ale dodatkowo wykluczającą mleko i produkty mleczne, od jogurtów, po sery wszelakie.

Faktem jednak jest, że mleko nie dość, że jest w składzie wielu produktów, to zwyczajnie człowiek jest przyzwyczajony do pewnych smaków. O ile mleka samego w sobie nie znosiłem nigdy, o tyle sery uwielbiałem, czekolada mleczna też jakaś taka pyszna itp. No i decyzja o zmianie pewnie by się odwlekała długo gdyby nie decyzja o pewnym eksperymencie kulinarno-zdrowotnym.

Mleko, a regeneracja po kontuzji

Od ponad trzech lat zmagałem się z kontuzją kolana, która początkowo dotyczyła łąkotki, a z czasem w wyniku ciągłych przeciążeń również wiązadła. Po drodze były sesje rehabilitacyjne (laser, ultradźwięki, prądy DD, pole magnetyczne). Pewnie by się to wszystko w miarę sensownie wyleczyło gdyby nie fakt, że przez cały czas z tą nogą ćwiczyłem, tylko w momentach krytycznych robiąc sobie przerwy. Co prawda starałem się przy tym nie przeginać, ale jednak – biegi, karate, a do pewnego momentu także szermierka – wszystko to potrafiło obciążać nogę.

Co jakiś czas wprowadzałem do diety różne modyfikacje, które powinny pomóc w wzmocnieniu mięśni i leczenia, aż w końcu postanowiłem wykonać pewien eksperyment, a mianowicie „co jeśli na pewien czas zmienię źródło wapnia z mleka na produkty roślinne”. No i początkowo założyłem sobie na próbę dwa tygodnie (choć byłem przekonany, że nie wytrzymam tygodnia ze względu na smaki, ale jednak się udało). Efekt był zdumiewający – przez te pół miesiąca zniknął występujący przez czas kontuzji problem z wyczuwaniem w kolanie zmian pogodowych, znacznie tez spadł poziom bólu przy ćwiczeniach. Później dowiedziałem się, że to raczej nie z kwestii wapnia wynikło, ale z ograniczeniem mleka jak najbardziej mogło mieć związek. Ale o tym jeszcze będzie dalej.

Jako, że eksperyment się udał – kontynuowałem go. No i tak już wyszło, że mamy już pół roku sytuacji, w której spożycie produktów mlecznych co prawda nie zostało u mnie wyeliminowane, ale spadło o jakieś 90 procent albo i więcej. Raz na miesiąc się zdarzy chwila słabości (przyznaję, czasem z 2 dni z rzędu), zwłaszcza gdy jestem w pewnej wegetariańskiej knajpie, w której większość potraw szpinakowych ma w składzie również ser). Ale zasadniczo idzie w kierunku przejścia na ovo-wege, zwłaszcza, że po paru miesiącach na kolano już nie narzekam i nie muszę już go tak oszczędzać. Stało się coś, na co nie poradziły wcześniej rehabilitacje, oszczędzanie przy ćwiczeniach czy zakładanie na co cięższe treningi stabilizatora.

Kwestia wapnia, czegoś innego, a może placebo?

No i właśnie to jest ciekawa sprawa. Jak się dowiedziałem już po zmianie diety źródło wapnia ma tu najmniej do rzeczy, bo po zakończeniu fazy wzrostu człowiek przestaje je jakoś masowo przyswajać do kości. W grę mógł niby wchodzić przypadek, ale efekt zniknięcia problemu się utrzymał. Mogło to tez być placebo, ale znów – tak długo by się utrzymało? Faktem jest, że wspomniane „chwile słabości” czasem powodują następnego dnia lekkie odczuwanie kolana (co tez mogłoby być placebiczne), ale jednocześnie przez ostatnie miesiące zmieniło się trochę więcej w kwestii zdrowia – i to mocno na plus.

To, co prawdopodobnie najbardziej się tu zmieniło to fakt, że mleko zakwasza organizm, a to nie sprzyja jego dobrej kondycji. Faktem jest, że choć w miejsce mleka wprowadziłem m.in. orzechy (które też wpływają zakwaszająco, ale do tego samego nasycenia się potrzebna jest ich znacznie mniejsza ilość), ale też migdały (te już nie zakwaszają), a w posiłkach pojawiło się tez trochę innych nowości.

Ogólna kondycja

Ciekawą rzeczą, która wyszła niejako przy okazji jest to, że mimo ciągłych braków w śnie łatwiej mi wstawać niż wtedy, gdy sery były w moim jadłospisie na porządku dziennym. Zniknęło tez ciągłe kichanie (i nie, nie mam alergii na mleko). Poziom wytrzymałości też jakoś się poprawił. I jeszcze parę rzeczy.

A to z kolei zainspirowało mnie do tego, żeby dalej kombinować z dietą w kierunku uzyskiwania z niej jakiś efektów kondycyjnych. Bez jakiś fanatyzmów, dalej w mym codziennym pożywaniu występują różne elementy, które godzą w podstawy zdrowego odżywiania. Choćby to, że często obiad jem późnym wieczorem, gdy powinno się być już po kolacji 😉 Albo to, że często sięgam po słodycze (choć rzadziej, niż przed etapem bezmlecznym). Ale coś tam kombinuję – i jest ciekawie :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>